We dwójkę
Jest cisza między nami.
Ona wszystko słyszy.
Zaplątani w całe sznury kroków,
musimy iść…
Odjęło nam usta…
Zresztą… nie ma na to słowa.
Erna Rosenstein
Wiersze miłosne to nie zawsze długie wywody – czasem to również tak zwane miniaturki, czyli bardzo krótkie wierszyki miłosne, w których najważniejsze jest to, czego nie widać, co nie jest napisane. Dziś mamy do przeanalizowania wiersz miłosny „We dwoje”, którego autorką jest Erna Rosenstein.
Na początku trzeba by się zastanowić, czy ten wiersz miłosny ma bardziej pozytywny czy negatywny wydźwięk. Jak myślicie? Mamy ciszę, a więc nasuwa się, że ta pary milczy, nie rozmawia ze sobą, ale w drugim wersie jest mowa o tym, że cisza wszystko słysz. Co słyszy skoro para nic nie mów?
Z wiersza dowiadujemy się również, że para gdzieś kroczy, co więcej musi kroczyć. Gdzie kroczy? Przez życie? A może gdzie indziej? Dlaczego musi kroczyć? Mamy tu wielokropek – tzn., że podmiot liryczny każe nam się domyślać. My nie wiemy, co chciał powiedzieć. Może miał na myśli „musimy iść…” razem, przez życie, bez słowa, itp.
Jeszcze ciekawszy jest wers piąty, gdzie „odjęło nam usta…” Jak i po co odjęło? Częściowo na to pytanie odpowiada ostatni wers, gdzie się dowiadujemy, że nie ma słowa, które to określi. Co określi?
Jak widać ten wiersz jest pełen pytań. Pytań, na które bezpośrednio nie ma odpowiedzi. Tak jak i w życiu się zdarza, nieprawdaż?
O czym jest więc ten wiersz? O miłości? Z pewnością. Miłości łączącej dwójkę ludzi, którzy rozumieją się bez słów, bo słowa są zbyt małe by wyrazić to, czym jest miłość.
